cynamon-z-kardamonem blog

Twój nowy blog

sobota

Brak komentarzy


jestem
po dłuższej przerwie

wczoraj:
po pracy kolacja z Lechem w Centrum Handlowym
napatoczyliśmy się na jedną z jego kochanek – Monikę zdaje się
zabawnie było
niska blondynka, o nieciekawej twarzy i w niemodnych butach – to tak w skrócie o niej

dzisiaj:
zrobiłam przegląd szafy i parę fotek na allegro
obejrzałam z nowych rzeczy Lektora, z zaległych Mechanika
jeszcze tylko True Blood w HBO plus lampka wina
i będzie po sobocie

chociaż się porządnie wysypiam ostatnio
bo znowu sypiam sama
coś za coś…

niedziela

1 komentarz


w ostatni weekend odwiedził mnie brat, żeby osobiście wręczyć mi zaproszenie na ten ich ślub w czerwcu. ślub i wesele – niestety. zastanawiam się z kim pójdę… ten o którym myślę, chyba jednak odpada… zobaczymy, do czerwca jest jeszcze trochę czasu… jakoś tak kompletnie nie leży mi ten ich ślub… 
 
cały czas uczę się photoshopa. póki co znowu sama. kandydat na nowego nauczyciela, z którym poznał mnie ostatnio Leszek (sąsiad od papierowych zapisków), jakoś się ociąga. co dziwne, bo zdaniem Lecha chłopak się wkręcił, ale ja jakoś tego nie widzę. pomimo iż zapewnia, że chętnie mnie pouczy, jakoś tak ciągle nie ma dla mnie czasu. ech… artyści…

ostatnio spotkałam się w końcu z Rafikiem-grafikiem. zgodził się zaprojektować nowy lay-out do ulotki, nad którą ostatnio pracuję. zobaczymy co wyjdzie z tych naszych wspólnych interesów…

wczoraj mieliśmy sąsiedzki wieczorek przy winku, z Leszkiem i naszą nową sąsiadką. lasia okazała się niezłą zawodniczką, po dwóch butelkach wina jeszcze nie miała dosyć. ja odpuściłam po pierwszej i pozostałam przy herbatce. oglądaliśmy jakiś słaby film i ostatecznie zdecydowałam, że skończę oglądać już u siebie, w swoim łóżeczku. Lechu też miał chyba dosyć, więc wydawało mi się, że jest to odpowiedni moment na zakończenie wieczoru. sąsiadka jednak nie miała najmniejszej ochoty wracać do siebie. zostawiłam ich leżących na łóżku przed TV… i znając sąsiada raczej nie przepuściłby takiej okazji… nie znam jednak nowej sąsiadki, zatem nie mam pojęcia jak zakończył się ich wieczór ;)

w czwartek albo piątek przyjedzie do mnie Kubulek. jak twierdzi – zgodnie z naszym tradycyjnym, świątecznym rytuałem – pojedzie do rodziców nieco okrężną drogą, tylko i wyłącznie po to, żeby się ze mną zobaczyć… czekam i cieszę się na to spotkanie… jak zawsze…

niedziela

1 komentarz

tak, wróciłam tutaj, ponieważ ostatnio tyle się dzieje, że sama się już gubię, co i kiedy.

mam sąsiada, który prowadzi papierowe zapiski i czasem przypomina mi o rzeczach, które się wydarzyły…
a ja nie potrafię ich umiejscowić w czasie, moja pamięć mnie zawodzi, jest wybiórcza, czasem za bardzo.

dzień za dniem ucieka w przerażającym tempie, z każdym kolejnym miesiącem w kalendarzu coraz bardziej się dziwię, że to już… styczeń? luty? przecież dopiero co kupowałam gwiazdkowe prezenty…

w tym nowym roku poznałam w sieci dwóch interesujących mężczyzn. póki co obie znajomości rozwijają się wirtualnie, ale z każdym dniem jestem coraz bardziej ciekawa co z tego dalej wyniknie.
czasem myślę, że gdyby nie Internet, to przez pracę i to tempo życia kompletnie straciłabym kontakt ze światem, rodziną, znajomymi… to przerażające, a z drugiej strony fascynujące…

kończę na dzisiaj bo czeka na mnie sterta prasowania. czeka i straszy w kącie pokoju.
to jest ta najgorsza, najbardziej znienawidzona przeze mnie część niedzieli – późne popołudnie, kiedy trzeba zacząć przygotowywać się do kolejnego tygodnia… niech już będzie wieczór, zdecydowanie wolę niedzielny wieczór…

sobota

1 komentarz

zakończył się w końcu ten dziwny tydzień

jestem bardzo zmęczona
dziś dodatkowo strasznie boli mnie głowa, może to przez ten silny wiatr

tato już wyjechał, bardzo mi pomógł z samochodem, sama nie dałabym rady wszystkiego załatwić – z braku czasu
postarszył też trochę sąsiada – ekshibicjonistę, zobaczymy jak długo będzie spokój…

ten samochód zrujnował mnie finansowo i nie wiem kiedy się odkuję… plany zimowych wakacji w górach jestem zmuszona przesunąć na kolejną zimę, trochę szkoda ale… no coż nie można mieć wszystkiego, przynajmniej tak jest w moim przypadku

zrobię sobie malinową herbatę i poleżę z kotem
w końcu zasłużyłam sobie na słodkie
nic-nie-robienie

niedziela

1 komentarz
„świat wypadł mi z moich rąk
jakoś tak nie jest mi nawet żal…”

Myslovitz

Grzegorz i ja… to już przeszłość…

niedziela

3 komentarzy

znowu tutaj, po zbyt długiej przerwie, jak zwykle z braku czasu. ciągle jest mi go za mało! na wszystko. i z tego też powodu, w największym skrócie, zapisuje tutaj to, co się ostatnio wydarzyło. żeby został ślad, zanim zapomnę, zanim znów się w moim życiu wszystko poprzewraca.

nowa praca.
zmieniłam pracę w sierpniu. niespodziewanie i bez planowania – tym razem to praca znalazła mnie. i tym razem trafiłam w miejsce, gdzie stawia się na ludzi, promuje się ich i motywuje, docenia i szanuje. czego chcieć więcej? aktualnie jestem w okresie wdrażania się w nowe obowiązki. miesiąc czasu na wdrożenie, bez wrzucania na tzw. „głęboką wodę” – jeszcze sama momentami nie mogę w to uwierzyć…

Kubulek.
cały czas jest w moim życiu. mrrruczy do mnie co wieczór na gg. a dokładniej zostawia mi słodkie mrrruczanda, bo jakoś tak mijamy się w sieci – kiedy ja się włączam, jego już nie ma, albo jeszcze nie ma. jakiś czas temu rozstał się ze swoją G. którejś niedzieli, po kolejnej trudnej i do niczego nie prowadzącej rozmowie, po prostu się wyprowadziła. postanowili nie utrzymywać kontaktu. Kubul spotyka się teraz z nową kobietą… nic więcej nie wiem.

Grzegorz.
ciągle jest ze mną. a może bardziej w pobliżu mnie… bywa różnie, ponieważ jest okropnym egoistą… a w dodatku ma problemy z okazywaniem tego, co naprawdę czuje. kiedy jednak się przełamie – rozczula mnie jak nikt inny dotąd nie potrafił… i może właśnie dlatego warto… pomimo tego, że próbuje to ukrywać, wiem, że wkręcił się w tę znajomość… może nawet bardziej niż ja… a mi zaczyna przeszkadzać odległość, i to, że nie wiem czego on tak naprawdę chce ode mnie i to, że ciągle jednak jestem na trzecim miejscu spraw ważnych dla niego – po ukochanej siatkówce i jego pracy… to jednak trochę uwiera…

czy coś jeszcze?
niechcący zeswatałam brata ze znajomą ze stowarzyszenia. wszystko potoczyło się w błyskawicznym tempie, czego chyba nikt z nas się nie spodziewał – ona przeprowadziła się właśnie do niego… i wygląda na to, że dobrze im razem, chociaż oboje to zupełnie inne bajki… tak też czasem bywa…

czekam na jesień…
już po urlopie, więc upały mnie męczą, a letnie ciuchy jakoś nie leżą. chce mi się wielkich swetrów i kolorowych szali. i herbaty z cytryną albo słodkiego kakao wieczorem… i otulania ciepłym kocem… czekam…

tamten blog…

… został wykasowany w ubiegły piątek. nocą. po bardzo nieprzyjemnej rozmowie z Kubulem na gg. on czytał tamtego bloga i coraz mniej komfortowo się z tym czułam.
co ciekawe do wspomnianej piątkowej rozmowy nasze stosunki były co najmniej poprawne, żeby nie powiedzieć idealne. udało się nam osiągnąć – dla mnie zdecydowanie satysfakcjonujący – poziom porozumienia. w zasadzie cały czas byliśmy w kontakcie – telefonicznym lub internetowym – i na bieżąco opowiadaliśmy sobie co dzieje się w poszczególnych sferach naszego życia (praca, związki). zgodnie z umową zawsze kiedy byłam w stolicy on o tym wiedział i jak tylko mógł to spotkaliśmy się – choćby na szybki obiad. każde takie spotkanie było kolejną możliwością żeby pogadać. w końcu nam nigdy nie brakowało tematów do rozmowy…

w każdym razie zaczęłam mocno wierzyć, że jednak jest możliwa między nami czysta, szczera przyjaźń, bez podtekstów i negatywnych emocji. jak się jednak okazuje – chyba nie tak do końca. ostatnio nasze stosunki uległy pewnej zmianie i nie bardzo wiem co o tym wszystkim myśleć…

w moim życiu pojawił się ktoś nowy i dość mocno w tym moim życiu zamieszał. zdecydowanie pozytywnie zamieszał :-)… ale o tym później…
w jednej z naszych licznych rozmów z Kubulem opowiedziałam mu o tym, tak jak się opowiada przyjacielowi, jeżeli spotyka cię w życiu coś cudownego. pierwsza reakcja na moją radość i zakręcenie była jak najbardziej pozytywna – tak przynajmniej została przeze mnie odebrana. dopytywał nawet o szczegóły, a ja chętnie odpowiadałam na pytania.
potem on opowiadał mi o tym, jak to nie za bardzo układa mu się z jego G – jednak cały czas są razem więc myślę, że mimo wszystko łączy ich coś ważnego…
zatem była to kolejna, normalna rozmowa przyjaciół, o życiu…

po kilku dniach nie wiadomo dlaczego dostaję w środku nocy smsa: JAK JA ZA TOBĄ TĘSKNIĘ
w odpowiedzi pytam czy aby na pewno sms miał trafić do mnie. oczywiście, że tak – Kubul był wtedy w Karpaczu i dopadły go wspomnienia o weekendzie, który kiedyś spędziliśmy tam razem…
ostatecznie napisałam mu, że zapominamy o tym smsie i o sprawie, on w odpowiedzi przeprosił…
jednak tym sposobem moje naiwne przekonanie o naszej przyjaźni bez podtekstów zostało przez Kubula brutalnie zburzone. postanowiłam jednak rzeczywiście o temacie zapomnieć, ponieważ nie mam już ani siły ani ochoty na zastanawianie się o co mu znowu chodzi i czy w efekcie ma to do czegoś prowadzić, czy to tylko jego kolejny chwilowy dół emocjonalny.

po kilku dniach zadzwonił jak gdyby nic się nie stało i znowu rozmawialiśmy „jak zwykle”. zapytał czy miałabym coś przeciwko temu, żeby na święta jechał do rodziców przez Poznań, ponieważ chce się ze mną zobaczyć. zgodziłam się, bo uważam, że powinniśmy poważnie pogadać. szczegóły spotkania mieliśmy jeszcze dogadać po moim powrocie z Włoch.

a potem była ta wspomniana, nieprzyjemna piątkowa rozmowa. i to już nie była rozmowa przyjaciół. to były pretensje byłego faceta, który nie potrafi się pogodzić z tym, że jego byłej kobiecie układa się cudownie z nowym mężczyzną… faceta, który zaczyna temat, zadaje pytania, a potem mówi, że nie chce słuchać o tym drugim… faceta, który dokładnie wie co powiedzieć, żeby tą byłą kobietę zabolało…

do dzisiaj nie rozumiem dlaczego ta rozmowa tak się potoczyła, próbowałam wyjaśniać, prostować, łagodzić, jednak z drugiej strony nie było najmniejszej chęci porozumienia. rozstaliśmy się w złości.
po suchym pożegnaniu i wyłączeniu komunikatora poryczałam się… z bezsilności i ze złości, że byłam taka naiwna…

nie wiem co teraz będzie z nami. szczerze nie mam ochoty na jakikolwiek kontakt z Kubulem w najbliższym czasie. jeżeli to znowu mają być takie bezsensowne wyrzuty i pretensje to chyba lepiej w ogóle ten kontakt ograniczyć…
tylko cholernie szkoda tego co łączyło nas wcześniej, zanim powiedziałam mu o Grzegorzu…

Grzegorz…

… mój nowy mężczyzna.
pojawił się jakiś miesiąc temu.
zupełnie niespodziewanie i nieoczekiwanie.
no i jest.

i myślę, że zostanie na dłużej…

muzycznie…

… od paru dni 30 Seconds To Mars i boski Jared Leto… no i oczywiście niezmiennie ukochane Placebo.
pierwszego czerwca chłopaki i dziewczyny ;-) znów przyjeżdżają na koncert do Polski !!
już nie mogę się doczekać…

sobota

2 komentarzy

od czwartku w Poznaniu był R. służbowo. od razu jak się dowiedział, że przyjeżdża, zadzwonił do mnie, z prośbą żebyśmy się spotkali (jeżeli to możliwe). musiałam trochę pokombinować, ale oczywiście udało mi się znaleźć czas dla niego. umówiliśmy się we czwartek na kolację. akurat do 20-tej R pracował, a ja musiałam pobyć w stowarzyszeniu, więc złożyło się idealnie. planowałam kolację i pogaduchy najwyżej do północy – w piątek czekało mnie spotkanie z handlowcami i prezentacja, a do tego nie za dobrze się ostatnio czuję – znów mam problemy z zatokami. no ale jak to zwykle z R. z tych planów niewiele wyszło. owszem przed północą siedzieliśmy oboje w taksówce, ale zamiast się rozstać (R miał nocować w hotelu) ostatecznie pojechaliśmy razem do mnie. było cudownie, jak zwykle. spałam może ze dwie godziny, ale było warto. to co czuję będąc z nim jest nie-do-opisania, więc nawet nie będę próbować. pomimo krótkiego snu byłam po tej nocy tak pozytywnie naładowana, że piątkowe spotkanie przeżyłam bez problemu, a prezentacja udała mi się doskonale. wieczorem początkowo też mieliśmy się spotkać – razem z jego starymi przyjaciółmi – jednak tym razem spasowałam. musiałam odespać poprzednią noc. umówiliśmy się na pożegnalną kawę dzisiaj. kolejne cudowne 1,5 godziny… tyle czułości, komplementów i przemiłych słów… w tak krótkim czasie… mówił, że często myśli o tym co nas łączy(ło) i tęskni za tym… że chciałby coś takiego jeszcze przeżyć, ale nie wierzy, że to możliwe, bo podobno coś tak cudownego zdarza się w życiu tylko raz, co więcej – niektórym ludziom nie przytrafia się wcale – więc i tak jesteśmy szczęściarzami… to niesamowite, że mamy dla siebie ciągle tyle ciepłych uczuć i tyle pożądania, a jednocześnie wiedząc, że nie możemy być razem, bezskutecznie próbujemy odnaleźć to coś w naszych nowych związkach. potem znów się spotykamy i zgodnie stwierdzamy, że tylko ze sobą czujemy się w ten wyjątkowy sposób. trudno tak żyć, ale jeszcze trudniej jest z tego zrezygnować….

kiedy zapytałam go, co będzie gdy któregoś dnia w końcu zdecyduję się zostać czyjąś żoną, że chyba wtedy będziemy musieli zerwać kontakty, odpowiedział: „ani mi się waż zrywać ze mną kontakt!”

popieprzone to nasze życie!

sobota

2 komentarzy

wróciłam tutaj.

przejrzałam notki z przełomu roku – to był trudny czas. życie paskudnie nas czasem doświadcza, ale każde ciężkie chwile tak naprawdę uodparniają nas na ewentualne następne. przynajmniej ja tak mam.

a teraz…
wydaje się, że wszystko jest w normie i tak jak lubię najbardziej – czyli dużo pracy, mało czasu, mnóstwo ciekawych ludzi, również mężczyzn…

a jednak ciągle czegoś mi brakuje jeżeli chodzi o mężczyzn właśnie. nie potrafię odnaleźć w sobie tych emocji, które towarzyszyły mi kiedy byłam z R. czasem myślę, że może to rzeczywiście była miłość mojego życia, skoro nigdy wcześniej, ani później nie odczuwałam tak silnych, ale i tak skrajnych uczuć związanych z mężczyzną.

kończą się wakacje. w tym roku nie brałam dłuższego urlopu, jedynie kilkudniowy wypad nad morze, do Trójmiasta na festiwal. zaliczone kilka fantastycznych koncertów, a szczególnie ten jeden – wyjątkowy i najważniejszy. w pracy tyle się działo, że nie zauważyłam kiedy minęło lato. ja jednek nie czuję zmęczenia, odpoczęłam podczas przerwy w pracy na początku roku. planuję dłuższe wakacje zimowe – zobaczymy co wyjdzie z tych planów.

idzie jesień i należałoby uzupełnić garderobę o jakieś nowe szmatki. w babskich pismach piszą już o trendach na nowy sezon – że modne będą szarości, ale też mocne akcenty – np. czerwone buty… to może być ciekawa jesień w modzie. ja odczuwam nieznaną mi dotąd potrzebę podkreślania strojem i dodatkami tego, że jestem kobietą. i nie mam tu ma myśli odkrywania czegokolwiek, wręcz przeciwnie… podoba mi się np. zestawienie: oficerki do sukienki…

środa

3 komentarzy

notka zastępcza. z braku czasu.

pracuję. dużo pracuję. w stowarzyszeniu – dla idei. gdzie indziej – dla kasy. jestem zmęczona, ale to zmęczenie lubię.

leczę zęby i dziąsła. karmię kota. sama chudnę – z braku czasu i ochoty na normalne posiłki.

poznaję ludzi. przez starą pracę i przez nową. w tej nowej mam wielbiciela-adoratora. i nie wiem za bardzo, co z tym zrobić. lubię go ale… tylko lubię. i już.

tę wersję mojego życia zdecydowanie wolę niż tę z początku roku.


  • RSS